O autorze
Piszę. Śpiewam. Medytuję.
Stawiam na prawdę i szczerość. Za co oczywiście dość często obrywam. Nie istnieją dla mnie słowa NIGDY lub ZAWSZE. Czasem czuję się jak Piotruś Pan w Nibylandii. A czasem jak Nemo Nobody. Ale i tak uwielbiam życie. Kontakt z rzeczywistością nawiązuję przez NVC. Zapraszam do mojego świata.

sala sądowa? czy życie?

“Jeśli masz coś do mnie, napisz to proszę na kartce. Potem wsadź do koperty. A następnie wsadź sobie w dupę.” To jeden z moich cytatów ulubionych. I mimo, że nieelegancki trochę- sprawdza się zawsze podczas, gdy wszelkie inne nieudolne próby wyznaczania granicy między JA a ONI często zawodzą.

Ocenianie, do którego nieproszeni prawa nie mamy. Komentarze, które bez konstruktywnego akcentu, racji bytu nie posiadają...


Wypowiadanie się na temat innych jest reakcją bezwarunkową mam wrażenie. I bynajmniej nie chodzi o zwroty: podoba mi się, lub nie... to nawet nie jest- "ja bym tak nie zrobił".
To od razu „złej” lub „dobrej” szufladki jest szukanie.
Tylko w którym momencie kończy się „moja opinia”, a klasyczne sądu orzekanie winy zaczyna?

Byłam ostatnio na filmie „Wstyd” i wiele recenzji przeczytałam na jego temat potem.
I tak, dowiedziałam się, że filmowy Brandon był od sexu uzależniony.
Uznałam, że albo znam inną definicję „seksoholika” albo ten film nie przemówił do mnie w tym kontekście.
W powietrzu cały czas bardziej czułam publiczności wstyd aniżeli bohatera głównego.
A w recenzjach czytam, że to zły człowiek był. Że zamiast mieć żonę i dzieci, on woli strony pornograficzne... a przecież to takie nie- przeciętne i nie- normalne.

Czemu tak potworną potrzebę wartościowania i mierzenia mamy, mimo że to nie sala sądowa, a życie po prostu?
I gdzie- kończą się „martwienie”, doradzanie i pomocy chęć, a zaczyna wyroku wydawanie?
Mamy niepodważalne prawo do emocji, do odczuwania indywidualnego. Nie ulega to kwesti.
Ale mamy też cholerny obowiązek dać innym ludziom myśleć i czuć inaczej niż my.


Trwa ładowanie komentarzy...