POLECAMY Masz pomysł na biznes? TVP w nowym show szuka wizjonerów i daje zwycięzcy milion złotych

Duuuużoooo

157 cm wzrostu. 45 kg wagi. Oto ja. Patrycja Sokół. Wzięłam ostatnio na siebie sporo- zważywszy na wymiary moje:) Oto jeden z tematów:)

Jestem czwarty dzień w Los Angeles, gdzie spędzam czas głównie w studio. Tworzę i nagrywam piosenki.

Los chciał, że w dniu dzisiejszym, właśnie tu w LA, gdzieś między moją jedną sesją a drugą, odbył się koncert zespołu Behemoth w Anielskim House of Blues, czyli w miejscu, o którego scenie marzy prawdopodobnie każdy artysta. Legenda. Behemoth plus House of Blues? Nie mogłam sobie tego odmówić:)

Dotychczas nie miałam okazji zapoznać się z twórczością tej grupy mocno metalowej, więc spodziewałam się najdziwniejszego. Jednak to, co przeżyłam przerosło moje najśmielsze domysły i wyobrażenia.

Koncert trwał... nie wiem nawet ile. Nie spojrzałam na zegarek ani razu, a jedyne, co wiem, to relacja Lidera zespołu, który ze sceny mnie widział na balkonie... "wystraszoną i zszokowaną jak mała dziewczynka☺".

Ja bym powiedziała, że to był wstrząs emocjonalny. Wewnętrzne ziemi trzęsienie. Gigantyczny lęk i przerażenie połączone z ciekawością ponadczasową i z niemocą odwrócenia się, by wyjść, w momencie, w którym organizm kipiał od tego tornada.
Nie wiem, co się ze mną działo. Na wielu koncertach w życiu już byłam, i żaden, absolutnie żaden mnie tak nie przeczołgał. To było doznanie na miarę filmów Von Triera.

Zespół: czterech mocnych mężczyzn. Pięknych i wielkich.
On- Adam Darski, na scenie jest absolutny. Bezkompromisowy. Zachowuje się jak bóg.
Zamienia się w smoka i zieje energią w tłum.
Oni- nie, nie Fani. To nie są zwykli Fani. To są Wyznawcy. To są ludzie, którzy robią wrażenie, gotowych do zrobienia wszystkiego, co ON im wskaże.
Moc taka, że ciężko było mi to wszystko zebrać w całość.

Z jednej strony słyszałam ciężkie i piękne, poruszające dźwięki. Z drugiej, bardzo intensywne i bezlitosne oświetlenie. Z trzeciej, mężczyźni na scenie: dominujący, dyktujący warunki.

Z czwartej Widownia, która gdzieś, dzięki tej atmosferze, dzięki tym bodźcom pozwala sobie na ujście wszystkich emocji. Na zapomnienie o rzeczywistości swojej i emocjonalne rzucenie się w tłum, który niesie na rękach każdego po kolei, aż do sceny po to, by spaść tuż pod nią i pobiec znów na koniec sali. Katharsis.

Tuż po koncercie przypomniałam sobie, że dzień wcześniej w Venice, gdy spotkałam się z zespołem i, gdy staliśmy razem na ulicy, podeszli do nas policjanci. Byłam pewna, że chodzi o to, że zaparkowałam źle, więc odruchowo zaczęłam kluczyków szukać. Egocentryczka ze mnie☺ Pan Policjant podszedł do Nergala, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie i powiedzieć, że będzie na koncercie. Pan kurde Policjant! W uniformie! z włosami nażelowanymi i pięknym amerykańskim uśmiechem śnieżnobiałym! Dało mi to do myślenia.

To tak jakby na te koncerty przychodziło ich alter ego. Dzięki temu mogą pozwolić sobie na najokrutniejsze i najodważniejsze emocje, myśli. Na bycie sobą. Na wszystko, czego na codzień nie robią, czego się obawiają, co skrupulatnie ukrywają pod swoimi „uniformami policyjnymi”.

Zauważyłam też coś w rodzaju ulgi na twarzach tych ludzi po koncercie. Zmęczeni i szczęśliwi wychodzili stamtąd. W oczach wdzięczność... Niesamowite.

A ja? Ja, jak wcześniej wspomniałam, 157cm nad ziemią stojąca, z trudem oddech łapiąca, w pewnym momencie zaczęłam po prostu płakać. I szlochałam jak dziecko. Mój organizm, nieprzygotowany na strzał taki ewidentnie, nie wiedział co zrobić z tą emocji dawką. To eksplodowało samo. Duuuuuużoooooo.

I ten zachwyt, i strach, i oddech zatrzymany, i szok, i ból, i piękno, i szał, i emocjonalna przemoc, i Ci ludzie, i ten balkon, i ja tam...uaaaaaaa. duuuużooooo.

Dziękuję za inspirujące doznania Panowie. Długo nie zapomnę. RESPECT.

dziewczynka z balkonu☺



ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Muzyka
Skomentuj