Moje włoskie przypadki

Nie pamiętam kiedy pierwszy raz byłam we Włoszech. Musiałabym Taty zapytać swojego, ale było to w okolicach siódmego roku życia. Wiele rzeczy zawdzięczam Tacie, i z pewnością w pierwszej dziesiątce jest z Italią przygoda.

Jak tak podsumowuję życie swoje dotychczasowe, to przypominam sobie, że od tamtego czasu, od tego razu pierwszego, był może rok lub dwa kiedy z jakiś przyczyn nie musiałam/ nie chciałam/ nie miałam okazji odwiedzić tego kraju.
W każdym roku, czy tego chcę czy nie, czy planuję czy kompletnie wcale, jakimś trafem wyjazd do Włoch się wydarza.
I to uświadomiłam sobie właśnie teraz, siedząc tu na skarpie, w samym sercu Toskanii słonecznej, o swojej godzinie ulubionej z widokiem prawie że perfekcyjnym... patrząc na te pola i krowy pasące się w dość dużej odległości, nieswojo się czuję. Wstydzę się trochę zachwycać. To taki klimat nie mój zupełnie:)

Tymczasem czuję się tu bezkompromisowo szczęśliwa. I wspominam te razy wszystkie we Włoszech. I buzia mi się uśmiecha:)
W Toskanii pierwszy raz jestem!
Co roku z Tatą samochodem podróżując jedynie przejeżdżaliśmy przez ten rejon. Tata do dziś narzeka, bo całą drogę Mu śpiewałam zamiast widoki podziwiać:)

Ulubione miejsce to było południe. Całę wybrzeże zjeździliśmy. Tam też, za razem którymś swojego pierwszego chłopaka miałam... pierwszy pocałunek i za rękę trzymanie. Wakacyjna miłość na pełną skalę z Salvatore z Neapolu. Po lat 12 oboje:)
Gdy po tygodniach dwóch do Polski wracać musiałam, to tylko na czas spania szloch swój przerywałam. Podróży oba dnie przepłakałam. I nigdy chłopca już nie spotkałam:)

Pięć lat później za to spotkałam w Londynie sąsiadkę jego:) to było piękne uhonorowanie powiedzonka „świat jest mały”:)
Wtedy też, w Londynie poznałam Matteo. Z którym przyjaźń z St. James Park w tle rozpoczęta do dziś trwa. Dłuuugo:)
I z nim się spotykać często tu bywałam. Z resztą zawsze jest coś. A to wakacje, a to znajomi zaprosili, a to występ, a to narty, a to ktoś dom wynajął i nie może jechać... Tak więc raz w roku od lat kilkunastu zjawiam się i uświadamiam sobie:) to chyba jest to moje miejsce na ziemi...
I tu teraz właśnie na wakacjach będąc, powstaje przy okazji mój drugi klip do mojej pierwszej autorskiej piosenki, którą nagrałam w Los Angeles kilka tygodni temu. I znów przypadkiem tu. Uwielbiam przypadki:)
Trwa ładowanie komentarzy...