Casting + ja = ... no właśnie☺

Always be yourself. Unless you can be a unicorn. Then always be a unicorn.

Godz 7.30. Zbiórka przed jedną z warszawskich hal. Ludzie, instrumenty, kamery. Wszędzie logo programu muzycznego i zdjęcia jurorów. Tak jakby oni oceniali już na samym wejściu do hali. Wzbudza to jednak moje dobre emocje. Przecież wiem, kim jestem, co potrafię, jak potrafię i czy chcę:)



Z bandem własnym. Piosenką swoją. I sobą samą. Bez stresu. Bez szaleństwa. Ze świadomością pełną, że nigdy w życiu jeszcze nie wygrałam castingu żadnego. I że tego też być może nie przejdę, ale oswajanie się ze słabościami największymi do moich ambicji należy.

Kiedyś panicznie bałam się wody i nurkowania. Bo rekiny, bo ośmiornice, bo meduzy... wszystko co w wodzie być mogło albo nie mogło, jednakowoż o dreszcze mnie przyprawiało. Oswajanie tego irracjonalnego lęku do dziś trwa i co raz głębiej do wody wejść potrafię:) To samo z castingami przerabiam. Zaprzyjaźniam się z wrogiem największym, by dnia któregoś gardło paraliżować mi przestało i kontrolowanie dźwięków w krew weszło tak jak na koncercie czy zwykłym występie się dzieje.
Tak więc jestem. I spróbować muszę.

Wiele osób pyta, czemu tak się dzieje. Mój psychiatra mówi, żeby robić swoje... Freud by pewnie powiedział, że to wina z ojcem relacji;) W każdym razie włącza się guziczek jakiś i siła wyższa odcina mnie od siebie samej. Nie do opisania... Tym razem do momentu wejścia na scenę wszystko było ok (wcześniejsze przypadki występów na konkursach tego typu rozpoczynały się już dzień przed... nie jadłam, nie spałam, oddychać nie mogłam...).

Słyszymy: Pati Sokół & the Band. Jesteśmy krok od sceny - ktoś nas zatrzymuje. Spadł napis. Spadł. Tak po prostu osunął się i leży na podłodze. Techniczni wchodzą, by go zawiesić. A nas proszą o jeszcze pięć minut cierpliwości. Siadamy więc, a ja zaczynam „TO” czuć. To koniec.

„Joachim, ja nie zaśpiewam” mówię do gitarzysty. „Ja to już czuję.”
I w gardle zapora zamknięta zostaje...
Wchodzimy na scenę.
„Opowiedzcie coś o sobie. Długo gracie?”
„Nie.”
„A ile?"
„Dwa miesiące.”
„A Ty Pati długo śpiewasz?”
„Tak.”
„A występowałaś w innych programach?”
„Tak.”


Widownia zaczyna się śmiać z moich zdawkowych odpowiedzi. Cóż, pewnie znają mnie z innego telewizyjnego programu, gdzie nawijałam jak wariatka. Wyjaśniam więc, że doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie rozpraszać się mówieniem... więc staram się nie mówić;) Jurorzy wyrozumiale do sprawy podchodzą i zapraszają nas do grania.

Ja nawet nie pamiętam dokładnie co tam się wydarzyło☺
Wiem tylko, że Sztaba Adam powiedział, że nie będę pocieszona jak zobaczę swój występ☺ No i pogratulowano mi piosenki! Że dobra, że światowa...
Po zejściu ze sceny nawet zaskoczona specjalnie nie byłam... no bo przecież to żadna nowość, że zawaliłam kolejny casting☺

Zaczynam się lubić nawet za to. Bo to zabawne. Każdy jest w czymś najlepszy☺ Mi przypadło akurat najlepszą być w castingach☺ i ich NIE-przechodzeniu☺

PS Premiera mojej pierwszej autorskiej piosenki już we wrześniu!!!!

Trwa ładowanie komentarzy...