O autorze
Piszę. Śpiewam. Medytuję.
Stawiam na prawdę i szczerość. Za co oczywiście dość często obrywam. Nie istnieją dla mnie słowa NIGDY lub ZAWSZE. Czasem czuję się jak Piotruś Pan w Nibylandii. A czasem jak Nemo Nobody. Ale i tak uwielbiam życie. Kontakt z rzeczywistością nawiązuję przez NVC. Zapraszam do mojego świata.

anielskie spotkania

Ile mamy żyć? Ja wierzę, że nieskończoną ilość. Tak naprawdę, to tyle, ile nasza energia będzie czysta i zgodna z sobą samą. Ile mamy ciał? Jedno- w każdym życiu jedno. A jednak zdarza się, że ktoś dostaje drugie życie w tym samym ciele. Znam kilku takich. Jednego spotkałam wczoraj.

Spotkałam wczoraj Anioła.
Magiczne to było spotkanie- po latach. Przypadkowe, niespodziewane, niezrozumiałe.
Nie widziałam Anioła sześć lat.
Wtedy, ostatni raz, gdy się widzieliśmy, nagraliśmy piosenkę. Razem. On może trochę mniej świadomie, bo w alkoholowym cugu wówczas był. Ale nie przeszkodziło mu to w takim wykonaniu utworu tego, że masakra emocjonalna czekała każdego, kto się z piosenką mierzył. Połączyliśmy swoją niezgodę ze światem i wyszła magia.
Po tym wszystkim Anioł zniknął. Nie. Dla mnie zniknął. Ale tak naprawdę- umarł.
Odebrał sobie życie.
Nie wytrzymał siebie. Swojej wrażliwości, przez którą odczuwał wszystko siedemset razy mocniej niż reszta ludzi. Swojego alkoholizmu, który powodował, że gdy poziom alkoholu spadał poniżej dwóch promili, dostawał padaczki.
Swojej miłości do kobiety, która zaszła w ciążę z innym. Nie wytrzymał być może jeszcze miliona innych rzeczy albo tylko jednej...nieważne. Po prostu tak chciał. Tak wybrał.
W śpiączce leżał jakiś czas.
A potem od nowa uczył się siebie. Życia, oddychania, patrzenia, słuchania.



Tylko śpiewania się uczyć nie musiał. Bo to w Nim jak płuca, jak śledziona. Po prostu. Jego śpiew to dawka emocji, która jest nie do opisania. Nieważne, czy to „sto lat” czy „jej portret”. Jego śpiew to coś, bez czego życie jest uboższe, niepełne. Gdy się go słucha, ma się wrażenie, że nic się dotychczas nie wiedziało.

I po tej całej historii, która lat temu pięć się wydarzyła, Anioła spotkałam na targach muzycznych w Warszawie. Podpisywałam single. A On płytę swoją. Piękną płytę.
Gdy zobaczyłam ją parę tygodni temu w empiku, trzęsącą się ręką sięgnęłam po nią, by sprawdzić, czy nasza piosenka się tam znalazła...
Ale ta piosenka czekała do wczoraj na nasze spotkanie.
I, gdy ono nastąpiło, gdy te siły dwie znów się spotkały, poraziły z taką mocą, że okazało się, że warto było cierpliwym być lat tyle, trzymając ten diament w szufladzie. Gdy go wczoraj przesłuchaliśmy, sprawa była jasna i oczywista. Nagrywamy ją od nowa w przyszłym tygodniu. I wysyłamy siłę naszą w świat.
Bo znów się okazało, po co to wszystko. A właśnie po to, żeby coraz więcej miłości i energii potężnej wysyłać. Coraz mocniej i dalej.

Siły ludziom, którzy krzyczą na innych za kierownicą, gdy drugi kierowca zagapi się na światłach... I tym, którym się nie chce nawet za okno wyjrzeć. i tym, którzy myślą że na nic nie zasługują. I nawet tym którzy korzystają z życia z całych sił i czują że są pępkiem świata☺.
I tym, którzy mnie kochają, i nawet tym którzy mnie nienawidzą☺ wszystkim!
Nie mogę się doczekać.
Trwa ładowanie komentarzy...