O autorze
Piszę. Śpiewam. Medytuję.
Stawiam na prawdę i szczerość. Za co oczywiście dość często obrywam. Nie istnieją dla mnie słowa NIGDY lub ZAWSZE. Czasem czuję się jak Piotruś Pan w Nibylandii. A czasem jak Nemo Nobody. Ale i tak uwielbiam życie. Kontakt z rzeczywistością nawiązuję przez NVC. Zapraszam do mojego świata.

“Być człowiekiem, to znaczy nigdy nie być samym sobą” W. Gombrowicz

Jakie jest przeciwieństwo sformułowania „przerost formy nad treścią”? Nieskazitelność? Znakomitość? Piękno? Taka jest właśnie PERSONA.

Jestem zaczarowana.
W tym balecie wszystko stanowi całość perfekcyjną. Fantastyczni tancerze, zaskakujące światło, wzruszająco piękna muzyka, minimalistyczna acz dobitna scenografia oraz rewelacyjnie kostiumy.
Ruch ciał, porażająco idealny. Tam przypadku żadnego nie było. Oni wszyscy tak prawdziwi. Uwierzyłabym im we wszystko, co mówili.
Choreografia innością swą wciąga, pochłania w tak magiczny sposób, że zanim się zorientujesz, jest koniec aktu pierwszego. I nagle zauważasz, że na bezdechu od jakiegoś już czasu siedzisz...



Do tej całej wartości wizualnej, która zachwyca nieprzeciętnie- po drugiej stronie Mistrz moj Gombrowicz, Jung i całkiem niedramatyczne acz dobitne ustosunkowanie się do „dramatu” człowieka. Jego rozdarcia, jego nieprawdziwej wśród tłumu twarzy i walki wewnętrznej. Przerażającej, ale dostojnej.
Bo dzięki temu, że takie krwawe sceny w nas miejsca mają, my możemy tworzyć rzeczy piękne. My możemy na sobie eksperymenotwać, uczyć się, docierać. Wyginać się w strony różne i własne granice poznawać. Fascynujący człowiek. Piękny. Zwłaszcza jak już wie, że ma wybór...
Pięknem też powala On. Carlos Martín Pérez. Czaruje z daleka, z bliska, ubrany czy półnagi. Idzie czy tańczy czy może się dziwacznie wygina- jest nieskazitelny. Taki jak być powinien. I Bondara, Pan reżyser. Autorski projekt jego (31 lat!?!?!) precyzyjny, nowoczesny, wspaniały. Mam wrażenie że otworzył drzwi, które wielu omijało, bało się albo po prostu nie widziało. To drzwi, za którymi ciemno było i tylko odważny ktoś, granic sobie nie narzucający mógł otworzyć je pewnie i światło za nimi zapalić.
A historia jest opowiedziana tak jak lubię najbardziej. Symbolika. Pełność. Ale i nieodpowiedzianość. Absolutne sztuki dzieło.
Nie mogę się zachwytem nasycić nad innowacyjnością tą z pięknem połączoną, minimalizmem i absolutnym perfekcjonizmem przeplecioną.
Cudność.

22 września 2011r.




...i tak myślę sobie, że pisząc notatkę tą, po premierze PERSONY, rok temu ponad, takie emocje mną targały, a dziś, gdy Personę znów obejrzałam, zrozumiałam, że to pierwsza strona księgi dla mnie była. Że wtedy przekaz mną wstrząsnął. Jakby niewidomy nagle zaczął widzieć...wtedy jeszcze niewyraźnie, światło głównie... Dziś wzrok znaczniej doskonały:) Czyli Pan Bondera przemówił dosadnie:)
To był przełomowy dla mnie rok. Wtedy, po obejrzeniu Persony, marzyłam o tym, by- nie tyle wolną być, lecz wiedzieć czym wolność w ogóle jest... A dziś? Dziś już nic nie muszę. Żadnych masek. Żadnych dostosowywań się do jakichkolwiek norm, żadnego skazania na kompromis. Ja wybieram, ja decyduję. W systemie- tylko wtedy, kiedy chcę- poza systemem, zazwyczaj:) I sobą być mogę, ale i człowiekiem bywam też czasem:) Bo mam wybór:) Jedno się tylko nie zmieniło:) Mistrz Gombrowicz znów miał rację:)
Trwa ładowanie komentarzy...