O autorze
Piszę. Śpiewam. Medytuję.
Stawiam na prawdę i szczerość. Za co oczywiście dość często obrywam. Nie istnieją dla mnie słowa NIGDY lub ZAWSZE. Czasem czuję się jak Piotruś Pan w Nibylandii. A czasem jak Nemo Nobody. Ale i tak uwielbiam życie. Kontakt z rzeczywistością nawiązuję przez NVC. Zapraszam do mojego świata.

Przemoc równa się NIE- moc

To w jaki sposób mówimy do dziecka, staje się jego wewnętrznym głosem. Jeśli my upokarzamy dziecko, to ono upokarzanie przyjmie za normę. I już zawsze będzie przekonane, że to na tym polegają relacje międzyludzkie.

Parę dni temu dowiedziałam się, co wydarzyło się w przedszkolu, do którego chodzi syn koleżanki.
Chłopiec przyszedł do domu i opowiedział, że pani założyła mu pieluchę, bo nie chciał wyjść na spacer. I, że wszyscy się z niego śmiali.
Gdy koleżanka próbowała wyjaśnić to – jak uznała- nieporozumienie, okazało się, że wcale ono nieporozumieniem nie jest. Otóż PANI PSYCHOLOG ustanowiła nową zasadę w przedszkolu. Gdy dziecko jest „niegrzeczne” (cokolwiek to znaczy- ja osobiście nie znam niegrzecznych dzieci- w moim odczuciu to epitet wymyślony w wyniku ignorowania emocjonalności dziecka przez rodziców)- wówczas oznacza to, że dziecko zachowuje się jak "dzidzia"(?!?!?!)- czyli trzeba mu założyć pieluszkę(!!!!!!!). Pani psycholog uznała to za genialny sposób, gdyż „po takim upokorzeniu mało które dziecko, się nie łamie lub nie zaprzestaje buntu.”
Na miłość boska. PANI PSYCHOLOG?????!!!!!!!
W moim odczuciu to obrzydliwe. W moim odczuciu to przemoc.



Bo przemoc, to nie tylko bicie czy krzyczenie. To każde karanie, kazanie, ocenianie, porównywanie. Przemoc to brak szacunku. Przemoc to ograniczanie wolności. Przemoc to przeciwieństwo miłości.

Marina Abramovic opowiadała w jednym z wywiadów, że nigdy nie czuła się kochana przez rodziców. Jej matka karała ją, na przykład, ilekroć w nocy zbytnio rozkopała kołdrę.
To mi przypomina metodę promowaną w telewizji. Uczy ona rodziców jak obniżyć samoocenę dziecka. Co zrobić, by nie wierzyło w siebie i w swoje kompetencje. By nie szanowało siebie i swoich potrzeb. By poddawało się, gdy ktoś inny używa przemocy. I by pozwalało sobie na to, by być tej przemocy ofiarą. Ale sprytny to sposób, gdyż jednocześnie uczy rodziców jak wychowywać swoje dziecko udając, że dbamy o potrzeby i udając, że przemocy nie ma.
Niedawno przeczytałam felieton, w którym Pani Pasycholog pisze o tym, żeby traktować dzieci tak jakbyśmy sami chcieli być traktowani. I to jest piękne. Ale coś mi się nie zgadza: droga Pani Psycholog, czy Pani chciałaby siedzieć na karnym jeżyku, za każdym razem, gdy Pani nie ma ochoty na posiłek? Albo żeby zostawiać Panią płaczącą w zamkniętym i ciemnym pokoju, gdy nie ma Pani ochoty spać? Hmm...
Jak dziecko ma szanować rodzica, skoro rodzic nie szanuje dziecka? Jak dziecko ma kochać siebie, skoro świat, który go otacza dostarcza mu jedynie dowodów na to, że nie ma racji, a jego potrzeby nie mają najmniejszego znaczenia. Bo jak nie chcesz jeść o 14, to zjesz dopiero o 19. Nie wolno Ci być głodnym w innych godzinach. Bo my, dorośli, przecież zawsze dokładnie o tej samej porze czujemy głód i fizjologiczne potrzeby też zsynchronizowane z naszym planem dnia są bezbłędnie.

Swego czasu pilnie śledziłam ten program o poskramianiu dzieci, gdzie przed milionami widzów regularnie upokarzano dzieci i namawiano rodziców do przemocy. Oto drogi Rodzicu, cokolwiek Ci nie pasuje- ukaraj lub nagrodź. Naucz dziecko WARUNKOWEJ miłości. Kocham Cię córko/synu tylko wtedy, gdy zachowujesz się grzecznie. Naucz dziecko tego, by w przyszłości, na swoich dzieciach też stosowało tę przemoc, zamiast uświadamiać, że miłość jest najważniejsza. Zamiast nie pozwolić nikomu na wylewanie swoich frustracji na najbardziej niewinną istotę na świecie, czyli na dziecko...

Z przykrością stwierdzam, że wielu rodziców, których znam skarży się na swoje dzieci i z czystym sumieniem konsekwentnie wzbudza poczucie winy u młodszego nie mając problemu z wypowiadaniem haseł takich jak: „przez ciebie się znow nie wyspalam” czy „tyle dla ciebie robie a ty jestes tak niegrzeczny!”.
Przecież to, w jaki sposób mówimy do dziecka, staje się jego wewnętrznym głosem. Jeśli my upokarzamy dziecko, to ono upokarzanie przyjmie za normę. I już zawsze będzie przekonane o tym, że to na tym polegają relacje międzyludzkie.

Dziecko to odpowiedzialność. Za każdą sekundę życia istotki. Za to, jak będzie wyglądać jej życie. Do śmierci. Obowiązkiem rodzica jest kochać. Bezwarunkowo. Obowiązkiem dziecka? Być kochanym. Tylko. Żadne dziecko nie ma obowiązku kochać swoich rodziców. To relacja jednokierunkowa. Rodzic ma 18 lat, by pomagać i być. Wspierać i kochać. Ułatwiać i wpajać, że rodzic jest dla niego. 18 lat to szansa dla rodzica na to, by dziecko go pokachało. Na to, by stworzyć prawdziwą więź, a nie opartą na poczuciu winy czy na haśle: „matkę i ojca się szanuje! i kocha!”.
Cóż za bzdura. Zarówno szacunek jak i miłość trzeba zasadzić, wypielęgnować.

A dziecko uczy się przez przykład. Nie szanujesz autonomii dziecka? Ono się uczy, żeby Twojej także nie szanować. Kochasz miłością zależną od posłuszeństwa dziecka? Dziecko takiej właśnie miłości się nauczy.
Używanie sformułowań niepokrytych faktycznymi przekonaniami jest mało wiarygodne- np: nie wolno kłamać. A to przecież rodzic od początku wciska dziecku historyjki o mikołaju czy o potworach, które przyjdą jak dziecko nie będzie posłuszne. Albo, że trzeba szanować rodzica, a jednocześnie okazuje dziecku pseudo szacunek: karam cię dla twojego dobra. To najkrótsza droga do tego, by w okolicach 10 roku życia przestać być autorytetem dla swojego podopiecznego. A on się rodzi z bezgranicznym zaufaniem do rodzica. I trzeba się naprawdę piekielnie ciężko napracować, by je dziecku zabrać. I jestem najlepszym przykładem na to, że się da... Nie jestem żadnym ekspertem. Nie mam siedmiu tytułów i doświadczenia w pracy z rodzicami. Ale byłam dzieckiem.

Uprzedzam, że nie promuję teorii bezstresowego wychowywania. Stresowego tym bardziej. Chodzi o miłość. O kochanie siebie samego, by nauczyć dziecko kochać siebie. Bo jak ktoś nie pokocha samego siebie, nie będzie w stanie pokochać innych. Jeśli nie będzie szanować siebie, nie będzie szanować innych.
I to tu właśnie pojawia się problem. Bo wychodzi na to, że należałoby zacząć od siebie. Od porzucenia swoich kompleksów, frustracji. Od porządnej psychoterapii. I zamiast tresować karami i nagrodami swoje dzieci niczym zwierzęta w cyrku, i wierzyć w to, że posłuszne dziecko to faktycznie to, co jest im potrzebne- przyjąć do wiadomości, że posłuszeństwo to być może mniej kłopotów. Ale też miłość posłuszna. Nie- prawdziwa.
Wychowanie dziecka to jedynie pomaganie mu- zamiast przeszkadzania. Niech dziecko ma możliwość wyboru, czy chce coś robić czy też nie. A rodzice niech dbają tylko o to, by nie szkodziło ono sobie ani innym.
Mając świadomość w jakie mrowisko wkładam kij, oświadczam wyraźnie- mój wywód nie jest podparty żadną konkretną wiedzą czy teorią. Podparty jest jedynie miłością bezwarunkową i bezgraniczną. Najprawdziwszą i niczego w zamian nie oczekującą.
Amen.
Trwa ładowanie komentarzy...