All you need is... LESS.

Z okazji świąt, których nie obchodzę, chciałabym zaproponować doświadczenie...

A gdyby tak zrobić równanie.
Od marketingowego hasła „święta” odjąć pogoń po centrach handlowych i wydawanie fortuny na prezenty, które wcześniej ktoś już sobie wybrał...
Zostawić magię spędzania wspólnie czasu bez otoczki. Tylko ludzie i poznawanie siebie- jak się przez ten rok zmieniliśmy...

Potem odjąć szaleństwo korkowe na ulicach, zmęczenie na twarzach ludzi wykończonych bieganiem i przygotowaniami...
Zostawić przyjemność ugotowania dań- jednego, dwóch, wszystko jedno- ale wspólnie... Najprostszych, ulubionych.

Odejmijmy też udawanie przed dziećmi, że Święty Mikołaj jest nieśmiertelny i do tego wszechobecny i dajmy im możliwość spełnienia najskrytszego marzenia, które to przez najbliższych OFICJALNIE zrealizowane zostanie... a nie przez kogoś kto już dawno nie żyje...

Porzućmy także nagonkę na celebrowanie „jedynego dnia, w którym wszyscy mają się już nie kłócić i kochać”, na rzecz pamiętania o tym raz w miesiącu, a nie tylko w grudniu...

Odstawmy też na bok tą szermierkę międzydziennikarską- czy jezus żył czy nie. Czy była szopa czy jaskinia. czy króli bylo trzech czy dwunastu i czy byli krolami czy pasterzami...

Na koniec odpuśćmy kampanie o żywym lub nieżywym karpiu...
Może zamiast go zabijać "humanitarnie", nie zabijajmy karpia W OGÓLE? Bo po co ten karp? Bo tradycja? Tradycja zabijania w ten jeden dzień zgody w roku? Odpuśćmy ten (miłosierny) ubój kilkanastu ton karpi...

I zamiast rozmawiania o tym kto z kim gdzie i kiedy, i czy to dobre czy złe porozmawiajmy o tym co czujemy i czego potrzeba nam, by się uśmiechać albo by powiedzieć ciepłe słowa i podziękować komuś, kto jest dla nas ważny za to, że jest w naszym zyciu.

Ciekawe, czy wtedy pozostałaby potrzeba gloryfikacji wigilii bożego narodzenia. A może nie potrzebowalibyśmy pretekstu do uśmiechu i nie kłócenia się? i wtedy właśnie święta stałyby się nareszcie prawdziwą codziennością? wówczas batalia marketingowa przestałaby mieć rację bytu, a z równania wynikłaby świętość i aura czarodziejska...
a nie dzień, w którym cala rodzina spotyka się przy stole, by przypomnieć sobie dlaczego resztę roku spędza osobno...
Trwa ładowanie komentarzy...